Tak, czytam.

     Widziałam kilka dni temu, fajnego mema. Rysunkowa postać siedząca sobie z książką przy stoliku w knajpce. A w dymku taki, o to napis: „Wszyscy siedzą z nosami w telefonach, a jak ja, wyciągnę książkę, to jestem aspołeczny”. No właśnie, a przez ostatnie dwa lata, czyli przez okres trwania pandemii zaobserwowano wzrost czytelnictwa. Czyli czasy, kiedy osoby z książką w miejscu publicznym, są uznawane za dziwaków albo snobów, już dawno powinny zakrawać na prehistorię. Jeżeli bliżej przyjrzeć się raportowi...

     Na zadawane od blisko trzech dekad pytanie o czytanie w całości lub fragmencie co najmniej jednej książki w ciągu 12 miesięcy poprzedzających badanie twierdząco odpowiedziało 42% respondentów. To najlepszy wynik od sześciu lat. Oznacza wzrost o 3% w skali roku i o 5% w skali dwóch lat.
Przeczytałam na stronie Ministerstwa Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu. No trzeba przyznać, że faktycznie — grubo. Szczególnie urzekł mnie motyw z tym „fragmentem". Nie wiele trzeba by znaleźć się w czytającej mniejszości. Ale to nie koniec rewelacji, bo za chwilę padnie jeszcze jedno słówko, które poruszyło mnie jeszcze bardziej. Kobiety czytają częściej niż mężczyźni (odpowiednio 51% i 33%), wśród kobiet większa jest również grupa osób czytających najintensywniej – co najmniej 7 książek w ciągu roku przeczytało 15% z nich (w przypadku mężczyzn odsetek ten wynosi 7%).

      Tak, zgadza się, chodzi o ten fragment: „najintensywniej — co najmniej 7 książek w ciągu roku". Tu oczywiście można postawić pytanie — jakość czy ilość? Ale, ale nie czarujmy się. Jak ktoś czyta siedem książek miesięcznie, to możemy uznać, że faktycznie, ktoś tu całkiem sporo czyta. Siedem książek w skali dwunastu miesięcy daje nam 0,6 książki na miesiąc. Czy naprawdę tak mało czytamy, że siedem książek w rok, to już intensywnie? Od kilkunastu lat prowadzę notatnik, w którym zapisuję tytuł i autora przeczytanej książki, liczą się tylko te, doczytane do końca. Nie zapisuję, jak długo czytałam daną książkę, jedyną chronologią
jest kolejność skończenia danego utworu. Co roku wychodzi mi w przybliżeniu około 55 książek (jednego roku będzie to 50, kolejnego 60), czyli w sumie książka na tydzień plus te z urlopu, kiedy mam czas na więcej, małego co nieco. Nie uważam, się za osobę, która czyta dużo. Aż do czasu raportu, teraz wiem, że czytam szalenie intensywnie. To oczywiście taki żarcik, bo wcale tak nie uważam. Dziś na bookstagramie, który obserwuję, jego prowadząca napisała, że ma za sobą już 140 książek, a mamy dopiero wrzesień. (To jest intensywnie!) I że, wcale nie czyta na akord. Zaznaczyła też, że potrafi bardzo szybko czytać. No i to są liczby, które robią na mnie wrażenie. I tak naprawdę dopiero ten wpis, sprawił, że zachciało mi się zajrzeć do raportu, który przygotowała ekipa z Biblioteki Narodowej, żeby sprawdzić, co na ten temat mówią statystyki.

      To wszystko natchnęło mnie do przemyślenia — po co, są takie raporty? Przecież to się nijak nie klei. Większość osób, które znam, i które coś tam czytają, czyta zdecydowanie więcej niż siedem książek rocznie. I to wcale nie książkowi maniacy. Zwykli zjadacze chleba, a ich średnia (według naszych ploteczek) to między dwanaście a dwadzieścia książek w ciągu roku. Zastanawiam się też, w jaki sposób typowani są owi respondenci?

      A na koniec najciekawsze rzeczy z raportu. Moim skromnym zdaniem czyste sci-fi. W latach 2012, 2013, 2014, 2016 i 2018 najbardziej poczytnym autorem w Polsce był — Henryk Sienkiewicz. Dopiero w 2019 i 2020 zdetronizował go Remigiusz Mróz i to tak, że Sienkiewicz spadł na szóste miejsce, za Olgą Tokarczuk, Kingiem, Cobenem i Adamem Mickiewiczem. Po prostu w to nie wierzę. Znaczy w Mroza tak, ale nie Sienkiewicza, którego musieliby czytać praktycznie wszyscy, żeby mógł być tak długo numero uno. Uważam, że to dowód na to, iż te raporty są nieco... naciągane. Nie wierzę, że poza uczniami, ktoś tak intensywnie czyta Sienkiewicza i Mickiewicza (miejsce 5 w 2020), żeby Panowie byli tak bardzo top. Obserwuje wiele blogów, bookstagramów, a ostatnio także i TikToka. Nikt tam Sienkiewicza nie czyta. Ok, pozostaje całkiem spora grupa, która nie chwali się w internecie tym, co aktualnie wzięła na tapet, ale według raportu, seniorzy (a jeszcze ich, poza uczniami mogę podejrzewać o Sienkiewicza) są w czytającej mniejszości. W internetach prym wiodą autorzy, których możemy znaleźć na listach hitów sprzedażowych księgarń takich jak np. Empik. A według raportu, tak, żeby przytoczyć tylko te bardziej znane nazwiska — Musso był dwudziesty szósty, Lipińska dwunasta, Jo Nesbø dziesiąty a Sofokles osiemnasty (sic!) na trzydziestu najbardziej poczytnych. No i chyba doszliśmy do momentu, kiedy trzeba, cytując za Benjaminem Disraelim, powiedzieć, że: „Są trzy rodzaje kłamstwa — zwykłe kłamstwo, bezczelne kłamstwo i statystyka.”

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zawód.... powieściopisarz

Prawdziwe osy

Wyrafinowana hipokryzja - czyli, jak bawił się nowojorski establishment.