Czerwoną pustynię, fioletowe góry, farbkowe niebo

  Twórczość powojenna wróciła ostatnimi czasy na literackie salony. I tak nieśmiertelni Marek Hłasko, Leopold Tyrmand, Stanisław Lem i Agnieszka Osiecka, do tej pory byli w głównej mierze odpowiedzialni za nasze postrzeganie literatury pierwszych dwudziestu lat po zakończeniu II wojny światowej. Skoro „moda lubi wracać” i na ulicach znów widzimy fasony prosto z lat 90-tych, to czemu w czytelniczych kręgach, miałby nie być modna literatura np. lat 50-tych? Rozmawiałam ostatnio na ten temat z moim tatą. Wróciłam z księgarni z kilkoma „nowymi” książkami i wygłosiłam uwagę o wielkim powrocie twórczości lat 50- tych do współczesnej oferty wydawniczej. Mój tata, jak to na ojca, którego dziecko boryka się z zagwozdką — przystało, przedstawił mi całkiem zgrabną odpowiedź na nurtujące mnie pytanie — dlaczego?

Jego zdaniem, to przejaw tęsknoty społeczeństwa za tamtym stylem życia. Ludzie znali się nawzajem, pomagali sobie i ufali. Imieniny, urodziny czy najzwyczajniejsza w świecie sobota, zawsze były okazją do spotkania się dużej liczby bliższych i dalszych znajomych. Wokół kręciły się dzieci i rozbrzmiewał śmiech. Smacznie się przy tym jadło, choć sklepy wcale nie obfitowały we frykasy, no i oczywiście nie brakowało wódki, ale nikt nie nazywał takich spotkań libacjami i nie dzwonił po policję, bo dorośli piją, a dzieci są pozostawione bez niani, która wymyśla im zabawy. Mój tata wie, co mówi, bo właśnie w latach 50-tych i 60-tych był takim dzieckiem i pamięta jak się żyło. Przyznam, że ta teoria przemówiła i do mnie. Bo czemu by nie tęsknić za czasami, kiedy ludzie byli sobie bliżsi?

I tak zagłębiając się coraz głębiej w tamten świat, trafiłam na książkę autorstwa dziennikarki Zofii Jeżewskiej, która w 1959 roku wyruszyła wspólnie z archeologiami do Syrii, a konkretnie do Palmyry, opuszczonej stolicy królowej Zenobii, by opisać ich pracę. Powieść „A ślady zasypał piasek”, która jest owocem tej wyprawy, łączy losy trzech kobiet: Zofii, Moniki i właśnie „Żelaznej Damy starożytnego Wschodu” jak lubią mówić o Zenobii, niektórzy historycy. W ręce Zofii trafia pamiętnik, który w latach 30-tych pozostawiła w Palmyrze Polsko-Francuzka archeolożka Monika. Oprócz opisów pracy nad wykopaliskami Zofia dowiaduje się również o uczuciu, które połączyło Monikę i młodego syryjskiego archeologa. Żywy opis wydarzeń politycznych Syrii lat 30-tych, która uwalnia się spod francuskiego buta, sprawia, że ta powieść ma dodatkowy wymiar.

„[...] Pragnę zwrócić uwagę na fakt, że tło historyczne dokładnie przestudiowano, a także znajomość Palmyry i wykopalisk archeologicznych z autopsji dały możność autorce oddania nie zafałszowanego, ale istotnego nastroju otoczenia, warunków i specyfiki badań archeologicznych w terenie. Nie wahałbym się powiedzieć, że znam tylko drugą w literaturze światowej, która oddaje tak wiernie atmosferę obozu archeologicznego [...]” Te słowa nakreślił profesor Kazimierz Michałowski, który również pojawia się na kartach powieści, ponieważ to on był głównym archeologiem polskiej ekspedycji do Palmyry w 1959 roku. A teraz zdradzę, o której jeszcze książce pisał profesor Michałowski. Archeolog miał na myśli „Morderstwo w Mezopotamii”, którego autorką była Agatha Christie, której drugi mąż — Max Mallowan, był archeologiem i co ciekawe oboje byli swojego czasu w Palmyrze.

 Opisy pustyni są tak sugestywne, że wystarczy na chwilę zamknąć oczy, bo przenieść się pod tamto rozgwieżdżone niebo.

„Między niebem a ziemią gęstnieje zasłona piasku, przez którą anemicznie prześwieca słońce. W całym ciele rośnie nieprzyjemna ociężałość. Przesiąknięta potem bielizna lepi się do ciała, pragnienie pali w gardle.”

Całej tej historii pikanterii nadaje fakt, że poznajemy też losy królowej Zenobii, która obok Kleopatry może uchodzić za jedną z najpotężniejszych kobiet w historii. Decydując się na objęcie rządów Zeno­bia, wykazała się nie lada tupetem. Była wszak oskarżana o zorganizowanie zamachu na swe­go męża i jego syna z pierwszego małżeństwa. Źródła sławią również wykształ­cenie Zenobii. Znakomicie mówiła po grecku, aramejsku, egipsku, znała też nieco łacinę. No jak na tamte czasy, a mowa o drugiej połowie III wieku n.e., to była naprawdę nie w ciemię bita. Zenobia stanowiła wzór dla carycy Katarzyny. Już starożytni porównywali ją z le­gendarną panią Babilonii Semiramis, wspomnianą już Kleopatrą oraz z władczynią Karii - Artemizją. Nazywana jest też „femme fatale antyku”, a feministki stawiają ją za przykład, że kobieta nie tylko w niczym nie ustępuje mężczyznom, ale nawet ich przewyższa. Ale jak to zwykle bywa, chwała wieczna jest tylko w historii.

„A ślady zasypał piasek” jest napisana tak lekko, iż mamy wrażenie, że kolejne strony przesypują się nam przez palce. Nie brakuje historii, romansu, polityki, ale i obyczajowości. Dopiero poznaje powieści pisane przez autorów, o których w szkole na polskim się nie mówiło, ale ta na pewno godna jest tego, by poświęcić jej kilka wieczorów, zwłaszcza teraz gdy nadciąga jesienna słota i każdemu przyda się nieco słońca, choćby z kart książki.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zawód.... powieściopisarz

Prawdziwe osy

Wyrafinowana hipokryzja - czyli, jak bawił się nowojorski establishment.