Nie panikuję

 "Nie ma na świecie czegoś takiego jak " Nie mogę żyć bez ciebie; ty nie możesz żyć beze mnie". Ziemia się kręci. Czas płynie. Ryż znika z misek. Co tu jest do udowadniania?" 

 

 Opowiadania nie są moją ulubioną formą, zazwyczaj po lekturze czuję niedosyt historii. Brakuje mi tła, emocji i charakteru w postaciach. Czytając je, mam wrażenie, że jestem nauczycielką, która przebija się przez stosik uczniowskich wypocin. Szczególnie źle było po „Kociarzu” - Kristen Raupenian. Wrażenia były tak fatalne, że zgoła na trzy lata porzuciłam lekturę opowiadań.

I nagle, czystym przypadkiem trafiłam na „Ministerstwo moralnej paniki” - Amandy Lee Koe. I znów zerkam do internetu: [...] tytuł kultowy na singapurskiej scenie literackiej. Debiut nagrodzony w 2014 roku Singapore Literature Prize for Fiction i Singapore Book Award w 2016 roku zachwycił wszystkich. - Czytam. Chymmm... nachodzą mnie wątpliwość. Przechodzę właśnie przez okres fascynacji literaturą dalekiego wschodu i bardzo nie chciałam się zawieść. Na szczęście czarne chmury literackich nagród - szybko się rozwiały. Wschodnie umiłowanie do porządku i klarowności, aż bije z każdego opowiadania.

Zbiór 14 opowiadań poświęcony jest różnym rodzajom miłości. Mamy miłość: utraconą, pierwszą, nieszczerą, zaborczą, matczyną, wierną, odzyskaną, lojalną, przegraną, romantyczną i niespłonioną. Przeplatają się ze sobą i uzupełniają. Akcja opowiadań rozgrywa się w głównie w Singapurze. Czas niektórych jest bliżej nieokreślony, inne rozgrywają się w latach 50'tych a następne są współczesne.

Autorka identyfikuje się jako postać ze środowiska querr u nas znanego szerzej jako LGTB. Motywy te są mocno odczuwalne w jej opowiadaniach, a dwa z nich są poświęcone tylko i włącznie temu nurtowi. Singapur uchodzi za miasto bardzo konserwatywne, jednak pod skórą tętni krew barwnego miejskiego życia.

Jeśli zaś chodzi o samą formę zapisu, to tu mam mieszane uczucia. Z niezrozumiałych dla mnie przyczyn dialogi są rozpisane inną czcionką. Pochylona kursywa, dla mnie osobiście jest niezbyt przyjemna do czytania. Oceniam to jako niepotrzebny zabieg nie tyle ile artystyczny, a zwyczajnie graficzny. Takie ułożenie dialogów nic nie wniosło, a utrudniło czytanie. Przeskakiwałam przez dialogi, nie angażując się w ich lekturę. Opowiadania bez dialogów były naprawdę intrygujące. Zatracałam się w nich i budziłam w Singapurze. Całość zbioru jest bardzo lekka. Czas, który trzeba zarezerwować na ich przeczytanie to zaledwie kilka godzin, ale to bardzo przyjemnie spędzone godziny.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zawód.... powieściopisarz

Prawdziwe osy

Wyrafinowana hipokryzja - czyli, jak bawił się nowojorski establishment.