Dziecko = niewinność? Niekoniecznie.

 "Jak człowiek się kogoś boi, to go nienawidzi, ale nie może przestać o nim myśleć." - William Golding, Władca much

          Brutalnie proste i prawdziwe jak cała powieść. Nie mogłam się zdecydować, który cytat z książki wybrać na motyw przewodni moich o niej rozważań. Wahałam się pomiędzy tym, który finalnie znalazł się na początku tego tekstu a: Największe pomysły cechuje prostota." Po rozważeniu tego dylematu odpowiedź mogła być tylko jedna. Nienawiść jest tym, czym napędzona została fabuła tej antyutopii, a za prostotę języka i formę brawa należą się autorowi.

Nienawiść jest kluczem, którym trzeba otwierać kolejne warstwy władcy. Na początku Golding pięknie ją kamufluje. Zręcznie ukrywa pod warstwą przypadku, nieuwagi, dziecięcej niefrasobliwości i okrasza odrobiną strachu. Kilkunastu chłopców cudem uchodzi z życiem, z katastrofy lotniczej i ląduje na bezludnej wyspie. Jak szybko odkrywają, ich nowy dom jest osamotnioną oazą zieleni pośród bezkresu błękitu oceanu. Lazurowa woda, ciepły piasek pod stopami i absolutnie żadnych dorosłych. Dzieci tak właśnie wyobrażają sobie raj, jako krainę niekończącej się zabawy i braku ograniczeń narzucanych przez mało zabawnych i nudnych dorosłych. Chłopcy wybierają pomiędzy sobą lidera, ustanawiają kilka zasad i tu kończą się podobieństwa z historią o Piotrusiu Panie. Dni pozornie mijają im na zabawach i zdobywaniu jedzenia. Szybko wykształcają się też grupy społeczne. Część chłopców przejmuje zachowania dorosłych. Myśli długofalowo. Ich priorytetem jest utrzymanie ognia na szczycie wzniesienia, aby dać znać przepływającym statkom, o ich położeniu. Wiedzą, że to jedyny sposób, by się uratować i wrócić do domu. Druga grupa skupia się na polowaniu, dąży do władzy poprzez rozdawnictwo mięsa. Zabijanie zaczyna sprawiać jej przyjemność. Zaspokajanie głodu staje się formą "przykrywki" dla nowej pasji. Do ugruntowania swojej pozycji używa brutalności i podziałów na „swoich” i wygnańców". Trzecią grupę, jak w każdym społeczeństwie stanowi masa, dla której najważniejsze jest przetrwanie. Ślepo podążą za liderem, dostosowując się do zmian z ugiętym karkiem. I tu właściwie można by postawić kropkę. Każde kolejne słowo o samej fabule będzie już spoilerem. Jednak o „Władcy much” można pisać bez końca, bo nie sama fabuła, a symbolika jest tu kluczowa.

W każdym z nas jest mrok, który przez większość naszego życia a w większości przypadków nawet przez całe, drzemie uśpiony na dnie duszy. Jednak gdy się już zbudzi, działa jak narkotyk. Zło pociąga, dając złudne uczucie szczęścia i spełnienia. Stopniowo wzrasta w ludzkim sercu, aby siać destrukcję i zadawać ból. Golding użył tego odwiecznego prawidła w wyjątkowo drastycznej dla czytelnika formie. Jego potworami zostają dzieci. „Władca much” jest jedną z tych książek, które zostają z czytelnikiem na zawsze. Ta antyutopijna wizja świata, choć już blisko 70-letnia, nadal pozostaje niezwykle aktualna. A dlaczego tak bardzo działa na nas historia chłopców, którzy utknęli na bezludnej wyspie?

Dziecko to synonim niewinności. Dobro nieskalane jeszcze żadnymi przywarami człowieczeństwa, które lgną do nas, gdy doświadczamy pierwszych porażek i niesprawiedliwości. Jednak teoria, że dzieci są tylko — dobre, to dość utopijna idea. Pchnięte w złą stronę, mogą być równie okrutne, jak dorośli. Wystarczy jedna mała iskra, wskrzeszana przez charyzmatycznego lidera, by stado złożone z uroczych 9-latków mogło zgotować piekło innemu dziecku. A im dalej z wiekiem w las, tym gorzej. Każdy z nas, zna dziecko, teraz może już dorosłą osobę, której rówieśnicy dokuczali w szkole czy na podwórku. Jednak jako dorośli nie lubimy o tym myśleć. Wierzymy. Wierzymy, że każde dziecko jest dobre. Gdy powstawał „Władca much” wykorzystanie dzieci, do roli oprawców było innowacyjne. Golding był prekursorem tego manewru, który daje autorowi tak szerokie pole do wyprowadzenia wątków fabularnych i emocjonalnych, które wmurują czytelnika w fotel.

W tej powieści nie widzę minusów. Uważam, że przeczytać powinien ją absolutnie każdy. Uczy, wzrusza i napawa lękiem. Czego więcej chcieć od literatury?

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zawód.... powieściopisarz

Prawdziwe osy

Wyrafinowana hipokryzja - czyli, jak bawił się nowojorski establishment.