Posty

Wyświetlanie postów z 2021

Dracula nie urodził się w Hollywood

Obraz
Imię Dracula znają wszyscy. Nawet największy ignorant wie także, że hrabia pochodzi z Transylwanii, jest nieśmiertelny, a swą wieczną młodość zawdzięcza piciu krwi. Dalej pod hasłem Dracula, mamy skatalogowane — nietoperze, światłowstręt i spanie w trumnie. Najbardziej znanym wampirem jest oczywiście Dracula Brama Stokera, chociaż „prawdziwym” Draculą był rumuński książę Vlad Tep e s , na którego bazie Bram Stoker wykreował Draculę w XIX wieku i podbił nim światowe rynki, choć pierwsze wydanie książki, było dość skromne i przewidziane jako tanie. Wracając jednak do   Vlada   Palownika , b ył to podobno bardzo okrutny człek, który lubował się w nabijaniu ludzi na pal. Nie taki diabeł straszny jak go malują, bo dla Rumunów jest to bohater narodowy, który bronił ich przed imperium osmańskim. O ile u Sto kera Dracula jest tylko zły, to współcześnie wampiry bywają także pozytywnymi postaciami. Stoker, pomimo że nie jest ojcem wampirów, przyczynił się do ich ogromnej sławy i bez niego najpra

Prawdziwe osy

Obraz
„The Wasp Factory” to jedna z książek, które po prostu robią wrażenie. Nie da się być wobec niej obojętnym. Albo czytamy ją do końca, połykając stronę za stroną, albo zostawiamy po pierwszym zamordowanym futrzaku. Brutalna i bezpośrednia wprost kipi przemocą, od której czasem, aż się krzywiłam. Jednak nie bez kozery zaliczana jest przez dziennik „The Independent” do 100 arcydzieł literatury XX wieku, „BBC” też ją na swoją listę wciągnęło. Powód jest prosty. Dobra książka, nie musi być napisana wysublimowanym językiem, przy którym mamy ochotę sięgnąć po słownik wyrazów bliskoznacznych i tłumaczyć całe ustępy, jednak się wstydzimy, bo jak to tak, nie bardzo rozumieć co się czyta. Dobre książki, to nie tylko te, które opowiadają o heroizmie i uczuciach z kategorii „te wyższe” i do literatury pięknej tym samym przypisane, niczym na zasadzie prawa krwi. „Fabryka os” przełamuje tabu. Trudna rodzinna relacja, brak akceptacji i potrzeba przynależności. Nienawiść do kobiet i na

Mieszko I był wikingiem? Rozmowa z Robertem Kilenem, autorem powieści "Ogień jeziora"

Obraz
        Ręka do góry, kto z zapartym tchem oglądał „Wikingów” i wzdychał do Travisa Fimmela. Teraz niech zgłoszą się ci, którzy zaczytywali się Danem Brownem i „Kodem Leonarda Da Vinci”. Jeżeli na któreś z pytań pada odpowiedź – Tak, to ja. To „Ogień jeziora” jest właśnie dla Ciebie. Robert Kilen napisał szybką książkę, choć liczącą pięćset stron. Krótkie rozdziały i przeskoki od jednej postaci do drugiej, sprawiają, że nie wiadomo kiedy mija godzina z książką w ręce, a za nami sto stron tekstu. Kilen nie wymaga od swoich czytelników, by wyszukiwali na swoich półkach podręczników historii i analizowali drzewo genealogiczne Piastów. Wszystko, co musimy wiedzieć, by dobrze się bawić, dostajemy zgrabnie wplecione w fabułę. Tajemnica, której ujawnienie może zmienić historię świata, tylko dodaje pikanterii, bo choć to wokół niej zbudowana jest kanwa powieści, równie dobrze mogłoby chodzić o skrzynię nordyckiego złota i też by było fajnie.        Powieść rozgrywa się równolegle na kilku p

Tak, czytam.

Obraz
     Widziałam kilka dni temu, fajnego mema. Rysunkowa postać siedząca sobie z książką przy stoliku w knajpce. A w dymku taki, o to napis: „Wszyscy siedzą z nosami w telefonach, a jak ja, wyciągnę książkę, to jestem aspołeczny”. No właśnie, a przez ostatnie dwa lata, czyli przez okres trwania pandemii zaobserwowano wzrost czytelnictwa. Czyli czasy, kiedy osoby z książką w miejscu publicznym, są uznawane za dziwaków albo snobów, już dawno powinny zakrawać na prehistorię. Jeżeli bliżej przyjrzeć się raportowi...      Na zadawane od blisko trzech dekad pytanie o czytanie w całości lub fragmencie co najmniej jednej książki w ciągu 12 miesięcy poprzedzających badanie twierdząco odpowiedziało 42% respondentów. To najlepszy wynik od sześciu lat. Oznacza wzrost o 3% w skali roku i o 5% w skali dwóch lat. Przeczytałam na stronie Ministerstwa Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu. No trzeba przyznać, że faktycznie — grubo. Szczególnie urzekł mnie motyw z tym „fragmentem". N

Czerwoną pustynię, fioletowe góry, farbkowe niebo

Obraz
  Twórczość powojenna wróciła ostatnimi czasy na literackie salony. I tak nieśmiertelni Marek Hłasko, Leopold Tyrmand, Stanisław Lem i Agnieszka Osiecka, do tej pory byli w głównej mierze odpowiedzialni za nasze postrzeganie literatury pierwszych dwudziestu lat po zakończeniu II wojny światowej. Skoro „moda lubi wracać” i na ulicach znów widzimy fasony prosto z lat 90-tych, to czemu w czytelniczych kręgach, miałby nie być modna literatura np. lat 50-tych? Rozmawiałam ostatnio na ten temat z moim tatą. Wróciłam z księgarni z kilkoma „nowymi” książkami i wygłosiłam uwagę o wielkim powrocie twórczości lat 50- tych do współczesnej oferty wydawniczej. Mój tata, jak to na ojca, którego dziecko boryka się z zagwozdką — przystało, przedstawił mi całkiem zgrabną odpowiedź na nurtujące mnie pytanie — dlaczego? Jego zdaniem, to przejaw tęsknoty społeczeństwa za tamtym stylem życia. Ludzie znali się nawzajem, pomagali sobie i ufali. Imieniny, urodziny czy najzwyczajniejsza w świecie

„Kiedyś zrozumiem Auschwitz. Stwierdzenie odważne, ale naiwnie absurdalne. Nikt nigdy nie zrozumie Oświęcimia.” - William Styron

Obraz
       Chciałam napisać mały felieton o literaturze obozowej. Przez ostatnie kilkanaście minut na zmianę wstukiwałam w klawiaturę okrągłe frazesy i je kasowałam. Bo tak naprawdę, jak pisać o literaturze obozowej, żeby było dobrze, żeby było obiektywnie i bez zbędnego patosu? Zrobiłam porządki na moich regałach, wybrałam wszystko, co związane jest z obozami koncentracyjnymi i holokaustem, więc książki o gettach, też uznałam za wpisujące się kanon, dodałam kolejne pozycje przywiezione z corocznej wyprawy do Auschwitz-Birkenau i wyszło mi tego wszystkiego dokładnie trzydzieści pięć sztuk. To dużo i niedużo, można powiedzieć. (Choć znam ludzi, którzy postukaliby się w czoło, słysząc, że ktoś ma w domu więcej niż cztery książki — trzy kucharskie z Lidla i Wielka Księga Imion, ale nie dla nich to piszę). Uważam, że jak na jeden konkretny i trzeba przyznać dość wąski temat, to jednak całkiem sporo. Obok „Anus mundi” Wiesława Kielara, z którego wspomnieniami zapoznałam się jeszcze

Dziecko = niewinność? Niekoniecznie.

Obraz
 "Jak człowiek się kogoś boi, to go nienawidzi, ale nie może przestać o nim myśleć." - William Golding, Władca much           Brutalnie proste i prawdziwe jak cała powieść. Nie mogłam się zdecydować, który cytat z książki wybrać na motyw przewodni moich o niej rozważań. Wahałam się pomiędzy tym, który finalnie znalazł się na początku tego tekstu a: „ Największe pomysły cechuje prostota. " Po rozważeniu tego dylematu odpowiedź mogła być tylko jedna. Nienawiść jest tym, czym napędzona została fabuła tej antyutopii, a za prostotę języka i formę brawa należą się autorowi. Nienawiść jest kluczem, którym trzeba otwierać kolejne warstwy władcy. Na początku Golding pięknie ją kamufluje. Zręcznie ukrywa pod warstwą przypadku, nieuwagi, dziecięcej niefrasobliwości i okrasza odrobiną strachu. Kilkunastu chłopc

Nie panikuję

Obraz
 "Nie ma na świecie czegoś takiego jak " Nie mogę żyć bez ciebie; ty nie możesz żyć beze mnie". Ziemia się kręci. Czas płynie. Ryż znika z misek. Co tu jest do udowadniania?"     Opowiadania nie są moją ulubioną formą, zazwyczaj po lekturze czuję niedosyt historii. Brakuje mi tła, emocji i charakteru w postaciach. Czytając je, mam wrażenie, że jestem nauczycielką, która przebija się przez stosik uczniowskich wypocin. Szczególnie źle było po „Kociarzu” - Kristen Raupenian . Wrażenia były tak fatalne, że zgoła na trzy lata porzuciłam lekturę opowiadań. I nagle, czystym przypadkiem trafiłam na „Ministerstwo moralnej paniki” - Amandy Lee Koe . I znów zerkam do internetu: [...] tytuł kultowy na singapurskiej scenie literackiej. Debiut nagrodzony w 2014 roku Singapore Literature Prize for Fiction i Singapore Book Award w 2016 roku zachwycił wszystkich. - Czytam. Chymmm... nachodzą mnie wątpliwość. Przechodzę właśnie przez okres fascynacji literaturą dalekieg