Wyrafinowana hipokryzja - czyli, jak bawił się nowojorski establishment.


Latem lubię wracać do klasyki. Czasów, kiedy powieść cieszyła się estymą. A gdy używam już tak wyrafinowanych określeń, to przed oczami mam powieść o hermetycznej klasie wyższej XIX-wiecznego Nowego Yorku.
„Wiek niewinności” to nagrodzona w 1921 roku Pulitzerem najwybitniejsza powieść Edith Wharton.
Hrabina Ellen Olenska wraca do Nowego Yorku po nieudanym małżeństwie z polskim arystokratą. Najprawdziwsza femme fatale swoich czasów, wywołała niemały skandal, odejściem od męża brutala i powrotem na łono amerykańskiej rodziny. Aspirujące do miana arystokratycznych, nowojorskie elity ledwie uniosły się, po takim obyczajowym policzku. Klasy próżniacze lubią wprowadzać w swoje stęchłe od nudy żywoty, nieco polityki, by ich zmanierowane bagienko, zaczęło nieco bulgotać.
Subtelnie skonstruowane portrety psychologiczne i wątek miłosny, godny pruderii swojej epoki. "Wiek niewinności" pozostawia czytelnikowi niedosyt, pozwala mu wciągnąć się w fabułę i zacząć kibicować bohaterom. Nie jesteśmy biernymi obserwatorami, wykreowanych dla nas przez autorkę scen.
Powieść poświęcona hipokryzji, namiętnościom i poczuciu obowiązku. Czyli wszystkiemu, co wciąż nas otacza.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Prawdziwe osy

„Kiedyś zrozumiem Auschwitz. Stwierdzenie odważne, ale naiwnie absurdalne. Nikt nigdy nie zrozumie Oświęcimia.” - William Styron

Dracula nie urodził się w Hollywood